MÓJ PLAN LECZENIA HELICOBACTER – SKUTECZNY 😉
Była to terapia naturalna. Bez antybiotyków. Stwierdziłam, że chcę spróbować najpierw bez nich i dać szansę organizmowi, aby sam przywrócił równowagę.
ETAP I
Przede wszystkim zaczęłam od podstaw i uzupełnienia niedoborów, chociażby witamin z grupy B, cynku i żelaza (wychodziła mi niska ferrytyna). Ale obyło się bez suplementacji żelazem – bo tak, da się 🙂
Dołączyłam do tego etapu I działania regenerujące i łagodzące śluzówki (pomimo że początkowo nie wiedziałam, czy nie ma zapalenia, dopiero po leczeniu zrobiłam gastroskopię, która pokazała zapalenie w biopsji i pozostałość po nadżerce – więc prawdopodobnie przed leczeniem było w tym żołądku nie za ciekawie). Wprowadziłam m.in. siemię lniane, babkę płesznik, maślan sodu czy glutaminę.
Etap I trwał u mnie około miesiąc. Prawdopodobnie jakbym wiedziała wcześniej o zapaleniu czy nadżerce, wydłużyłabym ten etap.
ETAP II – czyli eradykacja – trwał u mnie 2-3 miesiące.
Następnie wprowadziłam ziołowe preparaty i suplementy działające p/bakteryjnie, pod kątem hamowania aktywności ureazy czy p/zapalne. Oczywiście w tym wszystkim starałam się dbać o mikrobiotę i śluzówki – co jest KLUCZEM w skutecznym wyleczeniu Helicobactera. Bardzo ważne jest również uwzględnienie preparatów na biofilmy, które Helicobacter lubi tworzyć i przez to jest trudniejszy do wyleczenia. Niestety samo NAC czy laktoferyna, to może być za mało, zdecydowanie warto wprowadzić coś jeszcze.
Zioła wprowadzałam na spokojnie i rotowałam. Czyli nie sama mastika czy sok z żurawiny. Na koniec doszły do tego napary ziołowe dedykowane pod Helicobacter.
Cały czas przez te etapy dbałam o pro i prebiotykoterapię, czyli wspieranie mikrobioty i odporności. Oraz o podstawy – u mnie kulał sen, higiena jedzenia czy mała aktywność – więc wprowadzałam powoli swoje rutyny, zaczynając od ciepłej szklanki na czczo czy chodzenia spać o tych samych porach.
Nie było łatwo, były gorsze dni i chwile – ale robiłam to dalej, bez znaczenia 🙂 Nawet jak na chwilę odpuściłam, nie miałam sił – to ponownie wracałam i to jest okej.
Po etapie eradykacyjnym – przyszedł czas na większe dokwaszanie żołądka, ale też zrobiłam to w delikatny sposób, krok po kroku.
Łącznie Helicobacter leczyłam ok. 4 miesiące, z tym że na test kontrolny, a bardziej na gastroskopię i test oddechowy poszłam dopiero kilka miesięcy po zakończonym leczeniu. Ale starałam się cały czas pamiętać o podstawach i badania kontrolne z krwi również były zrobione. I już one same mi pokazały, że leczenie miało sens i było udane.
Poprawiła się ferrytyna, próby wątrobowe i morfologia. Z objawów – zmniejszyły się wzdęcia, odbijanie czy refluks. Skurczy jelit nie było już w ogóle i nie ma ich do dzisiaj. Wypróżnienia też się poprawiły.

Chcesz poznać, co konkretnie wprowadziłam? Jakie suplementy, preparaty, w jakiej dawce?

Chcesz zobaczyć cały sprawdzony protokół leczenia Helicobacter od A do Z, który z powodzeniem stosuję u swoich pacjentów?

Chcesz poznać jak poprowadzić leczenie Helicobacter, aby sobie pomóc i nie zaszkodzić, a przy tym skutecznie poprawić komfort trawienia?

Masz dość ciągłych dolegliwości żołądkowo-jelitowych?
To mam dla Ciebie dobrą wiadomość! 💕
Zapraszam Cię po odbiór mojego praktycznego przewodnika po skutecznym leczeniu Helicobacter, dzięki któremu ułożysz sobie swój własny plan leczenia, biorąc pod uwagę Twoje objawy czy inne zaburzenia zdrowotne!
Przewodnik przygotowałam tak, abyś wiedział/a co robisz, po co to robisz i co najważniejsze – żebyś wiedział/a jak to dostosować do siebie!